Rzymskokatolicka

Parafia św. Andrzeja Boboli w Rajszewie

Do poczytania

Spis artykułów:

  1. Czym jest cud w świetle wiary
  2. Cud Eucharystyczny w Buenos Aires
  3. Cud Eucharystyczny w Sokółce
  4. Cud Eucharystyczny w Lanciano
  5. Objawienia MB w Guadalupe (Meksyk)
  6. Co to jest Komunia duchowa?

1. Czym jest cud w świetle wiary

Współczesna definicja cudu „Cud jest to nadzwyczajne wydarzenie o charakterze religijnym, które w porządku kosmicznym jest wyrazem specjalnego i bezinteresownego działania Boga mocy i miłości, który kieruje do ludzi znak, zwiastujący obecność w świecie Słowa zbawienia”.

         Św. Augustyn twierdził: „Cud jest to fakt wzniosły, nadzwyczajny, przekraczający możliwości [natury] i niespodziewany dla osoby, która go podziwia”.

         Klasyczna teologia dzieliła cuda na trzy grupy:

– te, które mają charakter nadnaturalny (supra naturam),

– te, które dokonują się z pominięciem naturalnych przyczyn (praeter naturam),

– oraz te, które burzą naturalny porządek rzeczy (contra naturam).

         Do pierwszych można zaliczyć te fakty, które w porządku naturalnym w ogóle nie mogą mieć miejsca, jak na przykład zmartwychwstanie umarłych w dniu ostatecznym; do drugich – wydarzenia, które wprawdzie mogłyby się dokonać również w porządku natury (np. po zastosowaniu terapii bądź jakichś procesów chemicznych lub fizycznych), lecz w danym wypadku nie można stwierdzić żadnej naturalnej ich przyczyny; do trzecich natomiast – fakty, które zdają się sprzeciwiać naturalnemu porządkowi rzeczy (np. cudowne ocalenie wrzuconych do ognia młodzieńców – por. Dn 3, 22-24 lub dziewicze poczęcie i narodzenie Chrystusa).

         Papież Benedykt XIV (1740-1754) określił kryteria uznania czegoś za cud. Ażeby uznać powrót do zdrowia za cudowne uzdrowienie, musi być spełnionych siedem warunków:

1. Choroba, z której zostaje się uzdrowionym, musi być ciężka, tak że wyleczenie z niej jest niemożliwe lub przynajmniej trudne.
2. Choroba nie może być już w stadium zaniku, tak że mogłaby się cofnąć samoistnie.
3. Nie mogą być aplikowane żadne lekarstwa, a gdy już zostały one podane, stwierdzona musi być ich nieskuteczność.
4. Uzdrowienie musi być natychmiastowe.
5. Uzdrowienie musi być całkowite.
6. Przed uzdrowieniem nie może mieć miejsca żaden nagły kryzys na skutek podawania określonego środka; jeśli tak było, nie należy mówić o cudownym uzdrowieniu, gdyż można je częściowo lub też całkowicie wytłumaczyć w sposób naturalny.
7. Po uzdrowieniu nie może nastąpić nawrót choroby.

Biuro lekarskie w Lourdes, złożone z lekarzy wierzących i niewierzących, ogranicza się do następującej deklaracji: „uzdrowienia nie da się wyjaśnić na drodze naukowej – danego uzdrowienia nie da się wytłumaczyć przy aktualnym stanie wiedzy”. Nie znaczy to, że wraz z rozwojem wiedzy nie będzie można go wytłumaczyć.

Człowiek wierzący, jeśli zechce, może w oparciu o tę deklarację dostrzec w tym uzdrowieniu znak Boży. Konieczny jest jednak kontekst religijny, a ściślej mówiąc, kontekst osobowej wiary. Cud uzdrowienia bowiem pojawia się w kontekście żarliwej modlitwy, będącej wyrazem osobowej wiary. Także Lourdes jest przede wszystkim miejscem głębokiej wiary i gorącej modlitwy (J. Kudasiewicz). Modlitwa zaś jako wyraz wiary realizuje się zawsze w obszarze najgłębszej wolności człowieka i wolności Boga.

2. Cud Eucharystyczny w Buenos Aires

      18 sierpnia 1996 r. wieczorem o godz. 19 ks. Alejandro Pezet odprawiał Mszę św. Pod koniec udzielania Komunii św. podeszła do niego kobieta, informując, że z tyłu kościoła na świeczniku leży porzucona Hostia. Ksiądz Alejandro poszedł we wskazane miejsce i zobaczył sprofanowaną Hostię. Była tak pobrudzona, że nie mógł jej spożyć. Włożył ją do naczyńka z wodą i schował do tabernakulum w kaplicy Najświętszego Sakramentu.

     Kiedy w poniedziałek 26 sierpnia ks. Alejandro otworzył tabernakulum, ze zdziwieniem stwierdził, że Hostia zamieniła się w krwistą substancję. Poinformował o tym ks. kardynała Jorgego Bergoglio, który polecił wykonanie profesjonalnych zdjęć. Przez 3 lata przechowywano ją w tabernakulum, trzymając całą sprawę w tajemnicy. Ponieważ Hostia ta w ogóle nie ulegała degradacji, w 1999 r. decyzją ks. kardynała Bergoglia postanowiono poddać ją naukowym badaniom.

     5 października 1999 r. w obecności przedstawicieli ks. kardynała z Hostii, która stała się cząstką zakrwawionego ciała, dr Castanon pobrał próbkę. Przesłano ją naukowcom w Nowym Jorku. Celowo nie poinformowano ich o jej pochodzeniu, aby im niczego nie sugerować. Jednym z badaczy był dr Frederic Zugibe, znany nowojorski kardiolog i patolog medycyny sądowej. Stwierdził on, że badana substancja jest prawdziwym ludzkim ciałem i krwią, w której obecne jest ludzkie DNA. Naukowiec ten oświadczył, że „badany materiał jest fragmentem mięśnia sercowego znajdującego się w ścianie lewej komory serca, z okolicy zastawek. Ten mięsień jest odpowiedzialny za skurcze serca. Trzeba pamiętać, że lewa komora serca pompuje krew do wszystkich części ciała. Mięsień sercowy jest w stanie zapalnym, znajduje się w nim wiele białych ciałek. Wskazuje to na fakt, że to serce żyło w chwili pobierania wycinka. Twierdzę, że serce żyło, gdyż białe ciałka obumierają poza żywym organizmem, potrzebują go, aby je ożywiał. Ich obecność wskazuje więc, że serce żyło w chwili pobierania próbki. Co więcej, te białe ciałka wniknęły w tkankę, co wskazuje na fakt, że to serce cierpiało – np. jak ktoś, kto był ciężko bity w okolicach klatki piersiowej”.

     Dwaj Australijczycy, znany dziennikarz Mike Willesee i prawnik Ron Tesoriero, którzy byli świadkami tych badań i wiedzieli, skąd pochodziła próbka, byli zaszokowani treścią oświadczenia dra Zugibe. Mike Willesee zapytał naukowca, jak długo białe ciałka zachowałyby swoją żywotność, gdyby się znajdowały w ludzkiej tkance, którą umieszczono w wodzie. Doktor Zugibe odpowiedział, że w ciągu kilku minut przestałyby istnieć. Wtedy dziennikarz poinformował doktora, że materiał, z którego pobrano badaną próbkę, był najpierw przez miesiąc przechowywany w naczyniu ze zwykłą wodą, a później przez trzy lata w naczyniu z wodą destylowaną – i wtedy dopiero pobrano z niego próbkę do badań. Doktor Zugibe odpowiedział, że nie znajduje naukowego wyjaśnienia dla tego faktu, a jego zaistnienie nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Wtedy Mikę Willesee poinformował dra Zugibe, że źródłem badanej przez niego próbki jest konsekrowana Hostia (biały nie kwaszony chleb), która w tajemniczy sposób zamieniła się we fragment zakrwawionego ludzkiego ciała. Zdumiony tą informacją dr Zugibe powiedział: „W jaki sposób i dlaczego konsekrowana Hostia mogła zmienić swój charakter i stać się ludzkim żyjącym ciałem i krwią, pozostanie dla nauki nierozwiązalną tajemnicą, która całkowicie przerasta jej kompetencje”.

3. Cud Eucharystyczny w Sokółce

Nieznana substancja na konsekrowanej hostii to fragment mięśnia ludzkiego serca w agonii – wykazały badania patomorfologiczne w białostockiej Akademii Medycznej.

Cud eucharystyczny wydarzył się w 2008 r. W czasie porannej Mszy Św., 12 października, kapłanowi rozdzielającemu Komunię Świętą upadł na stopień ołtarza konsekrowany komunikant. Ksiądz przeniósł hostię do naczynia z wodą (vasculum), by mogła się rozpuścić. – Takie są procedury, że komunikant umieszcza się w naczyniu, które służy kapłanowi do obmywania palców po udzieleniu Komunii Świętej – mówi s. Julia Dubowska, zakrystianka, pierwszy świadek cudu. – Komunikant może rozpuszczać się kilka dni, więc przeniosłam vasculum do sejfu w zakrystii. Początkowo zaglądałam codziennie, a potem zapomniałam. – Kiedy 19 października, w niedzielę misyjną, otworzyłam sejf, by sięgnąć po jakąś potrzebną rzecz, poczułam zapach kwaszonego chleba. W vasculum zobaczyłam prawie rozpuszczony komunikant z lśniącą jak żywa, czerwoną plamką jakby lekko skrzepniętej krwi, wielkości paznokcia. Resztka śnieżnobiałego komunikantu była zespolona z plamką krwi, jakby przyfastrygowana nicią. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego woda jest przezroczysta, bez śladu zabarwienia. Pewnie stałam tak chwilę oniemiała, bo obecny w zakrystii ks. Filip zapytał: „Co się siostrze stało?”.

W niedzielę w zakrystii jest duży ruch, więc powiadomiony proboszcz ks. Stanisław Gniedziejko – z tego samego rodu, co bł. Jerzy Popiełuszko – polecił schować komunikant w sejfie. Po 10 dniach naczynie z komunikantem przeniesiono do kaplicy w sąsiadującej z kościołem plebanii. Komunikant został położony na korporale i umieszczony w tabernakulum. W styczniu 2009 r. abp Edward Ozorowski polecił poddać komunikant badaniom patomorfologicznym.

W czasie pobierania próbki nierozpuszczona część komunikantu była już wtopiona w tkaninę. Krwistobrunatna struktura fragmentu była tak samo wyraźna jak na początku, jedynie w sposób naturalny zeschnięta i krucha. Badania niezależnie wykonali prof. Maria Sobaniec-Łotowska i prof. Stanisław Sulkowski, patomorfolodzy z Uniwersytetu Medycznego z Białegostoku. Wyniki pokrywały się: badany fragment przybrał postać tkanki mięśnia sercowego człowieka w stanie agonii.

JEZUS ZASKOCZYŁ

Przez prawie trzy lata Najświętszy Sakrament z cudem eucharystycznym przechowywany był w kaplicy na plebanii – pokazuje ks. Wojciech Dziubiński, kustosz kaplicy Najświętszego Sakramentu. Mogli zobaczyć go jedynie nieliczni kapłani za zgodą abp. Ozorowskiego. W kościele w Sokółce, w związku z wydarzeniem podniesionym do rangi kolegiaty, rozpoczął się remont kaplicy Matki Bożej Różańcowej dla wystawienia Najświętszego Sakramentu.

 Pan Jezus wywrócił nam tutaj w parafii życie. Na taki obrót spraw nie byliśmy przygotowani – śmieje się ks. Dziubiński – wiele jednak wcześniejszych faktów może wskazywać na przygotowywanie tego miejsca pod przyszłe wydarzenia – dodaje. Pięć lat wcześniej bp Ozorowski jako jeden z trzech polskich biskupów został zaproszony przez Benedykta XVI na Synod dotyczący Eucharystii. W Sokółce od 50 lat pracują siostry ze Zgromadzenia Sióstr Eucharystek, jako jedynej parafii w diecezji. Tu, jeszcze przed cudem, powstało pierwsze w diecezji koło Eucharystycznego Ruchu Młodych. W czasie remontu kaplicy Matki Bożej Różańcowej okazało się, że w witrażach i na malowidłach znajduje się wiele symboli eucharystycznych. Wcześniej kościół zyskał iluminację i rozbudowany został parking. – Choć niektórzy zastanawiali się, komu będzie potrzeba tak dużo miejsca, dzisiaj nie mają wątpliwości – zauważa s. Julia.

Na uroczystość instalacji Najświętszego Sakramentu 2 października 2011 r. przybyło 25 tys. osób. W asyście sióstr eucharystek ks. Gniedziejko, krocząc po dywanie ułożonym ze świeżych kwiatów, przeniósł Najświętszy Sakrament z kaplicy plebani do kościoła.

Cud eucharystyczny w Sokółce uznany jest na szczeblu diecezjalnym. Taką decyzję ma prawo wydać już biskup miejsca po otrzymaniu wyników badań i analizie przypadków uzdrowień. Na obecnym etapie, poza diecezją białostocką, wydarzenia w Sokółce określane są wydarzeniem eucharystycznym. O rozszerzeniu kultu na cały Kościół decyzję wydaje Stolica Apostolska, a jej podstawą jest potwierdzenie badaniami zjawisk cudownych uzdrowień, stwierdzenie rozszerzania się kultu eucharystycznego, m.in. ożywiony ruch pielgrzymkowy.

Stolica Apostolska informowana jest na bieżąco o wydarzeniach w Sokółce. Pierwszym pokłosiem cudu było wprowadzenie w parafii w każdy czwartek całodniowej adoracji Najświętszego Sakramentu kończącej się Nieszporami Eucharystycznymi. Od kiedy Najświętszy Sakrament znalazł się w kaplicy kościoła, adoracja odbywa się codziennie od porannych aż do wieczornych Mszy Świętych. Powstało drugie koło Eucharystycznego Ruchu Młodych, które wraz ze wcześniejszym skupia 80 dzieci ze szkoły podstawowej. Wkrótce działalność rozpocznie Bractwo Najświętszego Sakramentu.

UZDROWIENI

Bardzo dużo grup i pojedynczych osób przyjeżdżało do Sokółki już w 2009 r., kiedy media nagłośniły cud – mówi ks. Dziubiński. Prośbami o modlitwę zapisanych jest pięć grubych ksiąg, nie licząc intencji nadsyłanych mailem i pocztą. Czytanie intencji tylko z jednego tygodnia zajęłoby 3-4 godziny. Archiwizujemy wszystkie listy. Każdą prośbę o modlitwę zawieramy w trzech wersjach: jedna trafia do archiwum, druga do przeczytania przed Najświętszym Sakramentem w kościele, a trzecia przed Najświętszym Sakramentem w kaplicy na plebanii, gdzie przedstawiamy ją w prywatnych modlitwach. Wspomagają nas siostry eucharystki. W kolejne czwartki rozpoczynają tydzień modlitw w nadesłanych intencjach – wyjaśnia ks. kustosz. – Ludzie przyjeżdżają tu w dramatycznych sytuacjach po ratunek – dodaje.

Dotychczas zgłoszono osiem uzdrowień fizycznych. Pierwsze miało miejsce w listopadzie 2009 r. Polka mieszkająca w Szwecji przyjechała do Sokółki, żeby modlić się o uzdrowienie z nowotworu jelita grubego; po jakimś czasie dostarczyła przetłumaczone dokumenty o cudownej interwencji, niewytłumaczalnej medycznie. W grudniu 2011 r. miały miejsce dwa uzdrowienia, w tym jedno z nowotworu młodej kobiety z Sokółki.

Pozostałe uzdrowione osoby pochodzą z okolic Sokółki i z dalszych terenów Polski. Najmłodszy jest 2,5-letni chłopiec uzdrowiony z zespołu Aspergera. Wśród uzdrowionych są osoby, które angażowały się w wystrój miejscowego kościoła i kaplicy. Artystka plastyk, projektantka wystroju kaplicy na plebanii, gdzie przechowywany był Najświętszy Sakrament, nieoczekiwanie w 2009 r. dowiedziała się o śmiertelnej chorobie. Poprosiła o możliwość zobaczenia cudownego komunikantu. Wierzy, że powrót do zdrowia zawdzięcza Jezusowi Eucharystycznemu.

Konserwator zabytków, w czasie, kiedy prowadził prace nad przygotowaniem kaplicy Wystawienia Cząstki Ciała Pańskiego, uległ z rodziną poważnemu wypadkowi w drodze powrotnej z urlopu w Austrii; jadący z dużą prędkością samochód wpadł w poślizg i uderzył w barierkę. Auto uległo całkowitemu zniszczeniu, silnik znalazł się 80 m od niego. Przybyła na miejsce policja pytała, gdzie są ciała ofiar. Ale rodzina odniosła niewielkie urazy. – Pewnie Pan Jezus chciał, żebym dokończył kaplicę – mówił potem konserwator. Z groźnego wypadku ocalony został też mieszkaniec Sokółki, który w sierpniu 2011 r. wpadł do maszyny gniotącej śmieci. Miał w poważnym stopniu zmiażdżoną czaszkę, lekarze nie dawali szans na przeżycie. Dzień po wypadku odprawiona została Msza Święta w jego intencji, a rodzina modliła się w kaplicy na plebanii, gdzie przechowywany był Najświętszy Sakrament. – W tym roku odwiedziłem go w czasie kolędy. Nie widać skutków wypadku. Tylko wtajemniczeni wiedzą o protezowanym oku. Do dziś śpiewa na w chórze – opowiada ks. Wojciech.

Jak podkreśla, proszący o fizyczne uzdrowienie są uświadamiani, że modlitwa nie działa automatycznie: „Pan Bóg Cię wysłucha i będziesz zdrowy”. Skoro Bóg dopuszcza chorobę i cierpienie, to jest w tym jakiś sens, może własne uświęcenie, a może uświęcenie kogoś innego.

Zapewne więcej jest tych duchowych uzdrowień, o których z racji tajemnicy spowiedzi nie mogę mówić, poza ostatnim takim przypadkiem, kiedy rozmowa odbyła się poza konfesjonałem. Przed dwoma tygodniami z Warszawy przyjechał mężczyzna, by modlić się o uzdrowienie mamy z choroby nowotworowej. Przebywał tu od rana do około godz. 15. Mama jego była bardzo pobożna, ale tata był wojującym ateistą. Sam mężczyzna, choć ochrzczony, nie był u Pierwszej Komunii Świętej ani u spowiedzi. Modląc się za mamę poczuł, że chce się wyspowiadać. I tak w wieku 68 lat przeżył swoją pierwszą spowiedź.

Chociaż pracuje nas tu sześciu kapłanów, często to jeszcze za mało, tyle osób przystępuje do sakramentu pojednania – mówi ks. kustosz.

W Sokółce podkreśla się, że cud eucharystyczny trzeba traktować z wielkim spokojem, bez euforii. Ten sam Jezus, który tutaj przedstawił siebie w taki widzialny sposób, obecny jest codziennie po konsekracji na wszystkich ołtarzach świata.

art. za: Irena Świerdzewska, Idziemy nr 23 (352), 3 czerwca 2012 r.

4. Cud eucharystczny w Lanciano

            Wydarzenie to miało miejsce w VIII wieku w małej włoskiej miejscowości – Lanciano, w kościele pod wezwaniem Św. Legocjana. Pewien mnich – Bazylianin, odprawiał Mszę Św. Od pewnego już czasu borykał się z trudnościami w wierze dotyczącymi rzeczywistej obecności Pana Jezusa w Eucharystii – pod postaciami chleba i wina. Odprawiając Mszę Św. w tym kościółku prowadził wewnętrzne spory sam ze sobą, czy to możliwe, że Jezus może być żywy i prawdziwy w tak małej kruszynie chleba i w tych kilku kroplach wina w kielichu. Po przeistoczeniu jego oczom ukazał się niezwykły widok – na patenie zamiast białej hostii leżała hostia zamieniona w ciało. Środek tej hostii pozostał biały – chlebowy, natomiast obrzeże naokoło, na głębokości 1 – 2 cm stało się ciałem, tkanką. W tym samym czasie, krew Pańska (wino w kielichu po konsekracji) zamieniło się w 5 nieregularnych bryłek – skrzepów. Kapłan swoją łaską podzielił się z obecnymi w kościele. Wszyscy podchodzili do ołtarza, żeby zobaczyć cud. Wieści o cudownym wydarzeniu rozchodziły się szybko. Do klasztoru przybywali wierni, żeby zobaczyć cud i umacniać swoją wiarę. Choć cud wydarzył się dość dawno, to zarówno hostia, jak i skrzepnięta krew jest do dziś zachowana i przechowywana w srebrnej monstrancji.

            Zarówno cudowną Hostię, jak i skrzepnięte grudki krwi poddano badaniom medycznym. Przeprowadził je prof. Odoardo Linoli, specjalista anatomii i histologii patologicznej oraz chemii i mikroskopii klinicznej przy współpracy z prof. Ruggero Bertelli z uniwersytetu w Sienie.  Wyniki tych badań były niezwykłe. Ogłoszono je w Lanciano 4 marca 1971 r. Stwierdzono,  że ciało znajdujące się w relikwiarzu ma kolor jasnobrunatny. Jest okrągłe – grubsze w części brzegowej, cieńsze bliżej środka, z pustą przestrzenią wewnątrz. Niewielkie bryłki zakrzepłej krwi mają nieregularne kształty, są pomarszczone i twarde. W czasie badań laboratoryjnych okazało się, że tkanka, w którą zamieniła się cudowna Hostia jest prawdziwym ciałem, a skrzepnięta krew, w którą zamieniło się wino jest prawdziwą krwią. Ciało jest fragmentem mięśnia sercowego. Świadczą o tym m.in. znalezione komórki układu nerwowego typowe dla takiej właśnie tkanki. Pusta przestrzeń wewnątrz ciała odpowiada komorze sercowej. Zarówno ciało i krew są ludzkie. Mają tę samą grupę krwi – AB (tę samą grupę krwi odkryto na tzw. „Całunie turyńskim”). Skrzepy krwi ważą razem 16 gramów. W Krwi odnalezione zostały proteiny w takich stosunkach procentowych, jakie znajdują się w obrazie osoczo-proteinowym normalnej, świeżej krwi. Ponadto odnaleziono także minerały: chlorki, fosfor, magnez, potas, sód i wapń. Ponad wszelką wątpliwość wykluczono możliwość spreparowania cudu (sfałszowania). Gdyby krew została pobrana z martwego organizmu uległaby rozkładowi.  Nie stwierdzono też śladów cięć ostrym narzędziem, co wykluczyło możliwość pobrania tkanki z ciała ludzkiego.

            Cudownie przemieniona Hostia i skrzepy Krwi zachowały się w doskonałym stanie, choć nie były przechowywane w hermetycznie zamkniętym pojemniku i nie konserwowano ich w żaden sposób. Nie znaleziono żadnych środków konserwujących, nawet soli. Jest to cud, który Pan Jezus dał nam, by potwierdzić swoją obecność w Eucharystii.

            W 1974 r. w Lanciano był przyszły papież – ks. kard. Karol Wojtyła. Po całonocnej modlitwie i adoracji cudownych postaci eucharystycznych napisał w księdze pamiątkowej: „Spraw, abyśmy w Ciebie bardziej wierzyli, pokładali nadzieję i miłowali”.

5. Objawienia Matki Bożej z Guadalupe

            Wszystko zaczęło się 9 grudnia 1531 roku, kiedy to Juan Diego, 51 letni Indianin, nawrócony chrześcijanin, jak co dzień zdążał ze swojej wioski (oddalonej 15 km od miasta Meksyk) na Mszę Św. Gdy przechodził w pobliżu świątyni bogini Tonantzin na wzgórzu Tepeyac (wtedy nieopodal miasta) usłyszał śpiew ptaków i zobaczył piękną Niewiastę, która zwróciła się do niego z pytaniem: „Juanito, mój najpokorniejszy synu, dokąd idziesz?” Pani była niezwykle piękna, ubrana w piękne szaty, błyszczące jak słońce. Miejsce, w którym stała miało blask drogocennych kamieni, a  ziemia wokół niej błyszczała jak tęcza. Pokłonił się Juan pięknej Pani i odpowiedział, że musi iść do kościoła w Meksyku, aby uczestniczyć we Mszy Św., czego nauczali kapłani. Piękna Pani rzekła: „Wiedz i dobrze zrozum, najpokorniejszy z moich synów, że Ja jestem zawsze Dziewicą – Świętą Maryją, Matką Boga prawdziwego, dla którego istniejemy, Stworzyciela wszystkich rzeczy, Pana nieba i ziemi. Chciałabym, żeby tutaj został wybudowany kościół, abym mogła wam ukazać i dać Moją miłość, Moje współczucie, Moją pomoc i opiekę, gdyż jestem waszą Matką miłosierną dla was, dla wszystkich mieszkańców tej ziemi i dla wszystkich, którzy Mnie kochają, wzywają i darzą ufnością. Ja słucham ich uskarżań i zajmuję się ich biedami, ich potrzebami, ich troskami. Aby wypełnić to, o co proszę, idź do pałacu biskupa w Meksyku i powiedz mu, że bardzo pragnę, żeby tu, na tej równinie powstał kościół wybudowany na Moją cześć. Opowiesz mu w szczegółach wszystko, co widziałeś i co tu podziwiałeś oraz to, co słyszałeś. Bądź pewien, że będę ci niezmiernie wdzięczna i dam ci nagrodę za wysiłki i trud, jaki podejmiesz dla wypełnienia tej misji.” Juan Diego pochylił głowę i rzekł: „Pani, będę posłuszny twoim wskazaniom. Teraz muszę Cię opuścić.” Juan odszedł i udał się do biskupa, aby wypełnić prośbę pięknej Pani. Biskupem Meksyku był franciszkanin Juan de Zumarraga. Nie uwierzył w opowiadanie prostego Indianina. Wydawało mu się niemożliwe, żeby Maryja wybrała tak prostego człowieka, do niedawna poganina, na swoje narzędzie. Zasmucony Juan Diego powrócił na wzgórze Tepeyac. Tam znów ujrzał Maryję. Opowiedział Jej, co się stało i prosił, by wybrała sobie kogo innego, bardziej znaczącego. Maryja poleciła, by następnego dnia znów udał się do biskupa. Następnego dnia, w niedzielę, Juan Diego znów stanął przed biskupem. Opowiedział mu o swoim spotkaniu z niezwykłą Panią. Biskup wypytywał o szczegóły. Choć opowiadanie i odpowiedzi były wiarygodne, ciągle nie wierzył. Powiedział Juanowi, że chce jakiś znak, który potwierdzi nadprzyrodzoność całego wydarzenia. Smutny Juan wrócił do Matki Bożej i zaczął opowiadać o swej wizycie u biskupa. Maryja nie wydawała się zmartwiona. Odpowiedziała: „Powrócisz tu jutro, abyś mógł wziąć znak, o który on prosi. Wówczas uwierzy i nie będzie już wątpił, ani nie będzie podejrzliwy wobec ciebie”

            W następnym dniu – w poniedziałek, pomimo prośby Maryi, Juana nie było na wzgórzu. Czuwał przy ciężko chorym wuju, który we wtorek poprosił o przyprowadzenie księdza z sakramentami. Juan wstydził się iść przez wzgórze Tepeyac, bo nie wypełnił prośby pięknej Pani. Chciał okrążyć je u podnóża, ale Piękna Pani stanęła przed nim. Przerażony upadł na kolana i zaczął się gęsto tłumaczyć, dlaczego nie było go w dniu poprzednim. Maryja uspokoiła go, że wuj nie umrze. Poleciła, aby poszedł na szczyt wzniesienia i zerwał rosnące tam kwiaty. Było to dziwne polecenie. Była zima – nie pora więc na kwiaty, a szczyt wzniesienia był skalisty i jedyne, co tam rosło, to ciernie i osty. Okazało się jednak, że wzgórze pokryte jest pięknymi różami. Zebrał je do swojego indiańskiego płaszcza (tilmy) i przyniósł je do Pięknej Pani. Maryja ułożyła je własnymi rękoma w płaszczu Juana i poleciła zanieść je biskupowi.

            Juan udał się do biskupa. Nie od razu został wpuszczony do pałacu. Potraktowano go jak natręta. Przychodził przecież po raz kolejny. Woń kwiatów była jednak dość silna i zaintrygowała służbę. Wpuszczono go więc przed oblicze biskupa. Po raz kolejny opowiedział biskupowi orędzie Maryi i odchylił swój płaszcz. Kwiaty wysypały się, a na płaszczu widniał wizerunek Matki Bożej. Wszyscy padli na kolana, a biskup zaczął prosić Maryję o wybaczenie, że Jej nie uwierzył. Wizerunek na płaszczu Juana biskup zatrzymał. Następnego dnia wraz z Juanem biskup udał się na wzgórze Tepeyac, żeby określić miejsce pod przyszłą kaplicę. Budowę zakończono po 13 dniach, na święta Bożego Narodzenia. 26 grudnia 1531 roku biskup przeniósł wizerunek z katedry do nowej kaplicy.

Przesłanie Matki Bożej

            W 1519 roku rozpoczęło się zajmowanie Meksyku i podbój całego państwa Azteków przez Hiszpanów. Zaraz też rozpoczęła się misja ewangelizacyjna prowadzona przez Franciszkanów. Nie przyniosła jednak spodziewanych owoców. Do czasu objawień Matki Bożej w 1531 roku nową religię – chrześcijaństwo – przyjmuje znikomy procent tubylczej ludności. Od czasu powstania kościółka na wzgórzu Tepeyac z cudownym wizerunkiem Matki Bożej sytuacja zaczyna się diametralnie zmieniać i można powiedzieć, że ewangelizacja nabrała wprost niesłychanego przyśpieszenia. Mieszkańcy Meksyku, wyznający swoją dawną religię, zaczynają przychodzić do tego kościoła, wpatrują się w postać Maryi i odczytują właściwie orędzie, które im przekazuje.

Aztekowie, jako najważniejsze bóstwa, czcili słońce, księżyc, gwiazdy. Na wizerunku Maryja ma pod stopami księżyc, za plecami słońce, a na płaszczu gwiazdy. Indianie pojęli, że oto pojawia się Ktoś nowy, ważniejszy i przewyższający czczone przez nich bóstwa. Ale nie ta Niewiasta jest tutaj najważniejsza. Ona tylko zapowiada przyjście nowego Boga: czarna wstęga, którą jest opasana, była symbolem kobiet azteckich oczekujących narodzin dziecka. Maryja na tym wizerunku jest przepasana taką wstęgą. Jej końce zwisają spod złożonych dłoni. Jest zatem w stanie błogosławionym – pod sercem ma właśnie tego Nowego Boga, Którego im przynosi. Suknia tej pięknej Pani z wizerunku jest ozdobiona motywem roślinnym i niewielkim kwiatem, który jako jedyny spośród innych posiada tylko cztery płatki. Ten kwiat w religii Azteków był symbolem bóstwa, na które oczekiwali, które miało przyjść od strony morza. Umieszczony na sukni Maryi oznacza, że Dziecko, które przynosi im ta Niewiasta, jest tym nieznanym dotąd Bogiem, przychodzącym właśnie do nich. Gest złożonych rąk wyrażał w kulturze Azteków prośbę o przyjęcie, wprowadzenie do domu i wysłuchanie. Mieszkańcy Meksyku doskonale rozumieją przesłanie płynące z tego wizerunku. Oto ta Niewiasta mówi im, że w swoim łonie przynosi im nowego Boga, na którego oni czekali. Jest On ważniejszy niż ich dotychczasowe bóstwa. Prosi, żeby go przyjęli i wysłuchali, co chce im przekazać. I przyjmują tego nieznanego Boga, którego Maryja im przynosi. Kroniki podają, że od 1531 roku (od objawień Matki Bożej) do 1543 roku 9 milionów ludzi przyjmuje chrzest. Przybywający kapłani, których jest zbyt mało, przez te kilka lat tylko ewangelizują i od rana do wieczora udzielają chrztu. To, co nie udało się ludziom, tego dokonała Maryja.

Tajemnice wizerunku Matki Bożej

            Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe zawiera mnóstwo niezwykłości i tajemnic.

1. Szata Maryi przypomina ubiór z czasów Pana Jezusa, noszony przez kobiety na Bliskim Wschodzie. Maryja jest więc ubrana w strój podobny do tego, jaki nosiła w Nazarecie.

2. Płaszcz Juana Diego, na którym odbity jest wizerunek Maryi, wykonany jest z włókien agawy. Jest to materiał bardzo nietrwały i rozpada się całkowicie po kilkudziesięciu latach. Płaszcz z cudownym wizerunkiem ma już prawie 500 lat. Jest to jedyna na świecie tego typu tilma, jaka się zachowała.

3. Kolory pomimo upływu czasu są wciąż żywe i świeże, jakby wizerunek powstał niedawno i był przechowywany w sterylnych warunkach. Tymczasem obraz przez długi czas udostępniany był wiernym bez ograniczeń. Dotykały go tysiące rąk, pocierano o niego różne przedmioty. Narażony był na dym z kadzideł i z palących się świec. Powinien więc sczernieć i ulec zabrudzeniu. W 1753 roku meksykański malarz (Miguel Cabrera) obserwujący obraz zauważył, że w ciągu dwóch godzin około 500 razy różnymi przedmiotami pielgrzymi go dotykali, bądź o niego je pocierali. Każdy obraz powinien ulec zniszczeniu przy takiej „eksploatacji”. Na tym nie ma śladu zniszczeń.

4. Obraz przeszło 200 lat temu został oblany kwasem azotowym. Pewnemu człowiekowi polecono wyczyścić ramę obrazu. Niechcący wylał kwas azotowy. Kwas nie wyrządził wizerunkowi Maryi żadnej szkody. Powstała tylko plama, która po pewnym czasie sama znikła.

5. Podłoże (tilma), na którym znajduje się wizerunek Maryi, z niewyjaśnionych powodów odpycha kurz i wszelkie mikroorganizmy. Natomiast rama i szkło nie posiadają tych właściwości i pokrywają się kurzem.

6. Na tkaninie nie znaleziono żadnych farb, barwników, ani pozostałości szkicu, który zwykle nanosi się przed rozpoczęciem malowania. Nie natrafiono na ani jeden ślad pędzla. Na pojedynczych włóknach tkaniny nie wykryto najmniejszego śladu farby. Włókna po prostu są kolorowe, a to, co nadało im kolor, nie jest żadnym barwnikiem naturalnym.

7. Barwy obrazu zmieniają się, zależnie od kąta patrzenia i odległości. Efektu tego nie da się osiągnąć żadną znaną techniką malarską.

8. Astronomowie stwierdzili, że gwiazdy widniejące na płaszczu Matki Bożej z są ułożone tak, jak były ułożone na niebie nad miastem Meksyk w czasie objawień – 12 grudnia 1531 roku o godzinie 10.40. Jest tylko jedna istotna różnica – przedstawiono je z pozycji obserwatora patrzącego nie z ziemi, ale „z zewnątrz” – od strony słońca. Tak, jak nigdy nie będzie mógł spojrzeć na sferę niebieską żaden człowiek.

9. W źrenicach oczu Maryi odkryto odbicie jakichś postaci. Badań podjęli się okuliści i optycy. Wyniki badań przeszły jakiekolwiek oczekiwania. W oczach Matki Bożej zauważono zjawisko trójwymiarowego refleksu – odbicia, charakterystycznego dla żywego oka ludzkiego. Co więcej, zauważono, że obrazy znajdują się tam, gdzie powinny się znajdować. Są nawet zagięte i zniekształcone zgodnie z załamaniem rogówki oka. Jeden z okulistów, badający oko Matki Bożej oftalmografem, odniósł wrażenie, że bada żywe oko, które na niego patrzy. Zemdlał, gdy sobie to uświadomił. Niektórzy z badających zauważyli na powiekach małe tętniczki. Stwierdzono, że ręka ludzka nie jest w stanie namalować takich rzeczy.

10. Obraz ma wymiary 145×105 cm, źrenice mają ok. 7 mm średnicy. W czasie badań najnowocześniejszymi technikami (stosowanymi nieraz przy badaniach kosmosu) powiększono je 2500 razy. Po obróbce cyfrowej powiększeń odkryto odbite w oczach Matki Bożej różne postaci. W sumie 12 osób ułożone w odpowiedniej perspektywie. Jest to najprawdopodobniej moment prezentacji przez Juana Diego w obecności biskupa znaku, którego się domagał. Wśród postaci wyodrębniono: biskupa Meksyku – Zumarragi, Juana Diego, hiszpańskiego tłumacza, murzyńskie małżeństwo, któremu biskup darował wolność, służbę z pałacu biskupiego. W uchu jednej z postaci, indianina, zauważono kolczyk indiański. Zauważono nawet takie szczegóły, jak łzy wzruszenia na twarzy jednej z postaci i sznurowadła w butach. Te mikroskopijne detale wskazują, że nie sposób stworzyć takiego wizerunku ręką ludzką. Badania prowadzili najwybitniejsi specjaliści z dziedziny okulistyki i optyki.            

Te wszystkie niezwykłości wskazują na nadprzyrodzone pochodzenie obrazu. Sam zaś wizerunek Matki Bożej z Guadalupe to kolejny znak dany przez Pana do zatrzymania się w biegu naszej codzienności, do postawienia sobie pytań o miejsce Boga w hierarchii wartości, którą się kierujemy, o to, czy przyjmujemy Pana Jezusa i Jego Ewangelię, czy wsłuchujemy się w Jego Słowo i staramy się Nim kierować w codziennym życiu?

6. Komunia duchowa – co to jest?

Komunia duchowa jest to akt modlitewny, którego celem jest osiągnięcie takiego zjednoczenia z Jezusem, jakie daje nam przyjmowanie Go w sakramencie Jego Ciała i Krwi. Prosto mówiąc jest to akt duchowego zjednoczenia z Panem Jezusem, z którym łączę się duchowo. Każda Komunia (ta sakramentalna także) powinna być duchowa – czyli powinniśmy się zjednoczyć z Panem Jezusem – w wielu wypadkach się tak zdarza, że jesteśmy „pożeraczami” Ciała Pańskiego w Komunii Św., bez świadomości tego, co przyjmujemy.

Składa się ona z trzech elementów:

– wzbudzenia wiary w realną obecność Chrystusa w Eucharystii (można posłużyć się wyobraźnią i wyobrazić sobie, że przyjmuję Komunię Św.),

– wzbudzenia miłości skierowanej ku Panu Jezusowi,

– pragnienia, aby Jezus zechciał duchowo wejść w nasze życie.

Zwyczaj Komunii duchowej sięga średniowiecza – początków II tysiąclecia. Zrodził się z tego, że wierni nie zawsze mieli dostęp do kościoła i sakramentalnej Komunii. Zachęcano więc, żeby przyjmować ją duchowo. Drugi powód – to była mentalność ludzi średniowiecza, którzy bardzo mocno przeżywali swoją grzeszność i niegodność wobec Boga. Bali się świętości Komunii Św. i dlatego od niej stronili. To dlatego pojawiło się w przykazaniu kościelnym, żeby przynajmniej raz w roku spowiadać się, a w czasie wielkanocnym Komunię Św. przyjąć. Ponieważ ludzie bali się Komunii Św. zalecano przyjmowanie duchowej Komunii Św. Zwyczaj ten został w Kościele przyjęty i do dzisiaj praktykowany. Pozytywnie wypowiedziało się na ten temat wiele soborów Kościoła, propagowali ją papieże łącznie ze Św. Janem Pawłem II. Ale też nie zastąpi ona Komunii sakramentalne. Jest propagowana w sytuacjach, gdy brak dostępu do Eucharystii.


Parafia Św. Andrzeja Boboli
ul. Różana 2
Rajszew
05-110 Jabłonna
tel: